…..1
Nie czuję świąt, powtarzam to co roku, ale co roku dekoruję dom z radością i mam szał kupowania prezentów. W tym roku na prawdę nie czuję.
Boli mnie wszytko. To nie jest ból egzystencjalny, to dusza,umysł,ciało... jestem tak bardzo wyczerpana... dobrze że mam już wolne. We wt mąż zabiera syna i jadą do jego babci, zostaje sama na święta, ale... moje święta są w styczniu więc nie jest mi smutno, we wt mam jeszcze pracę.
wczoraj długo rozmawialiśmy o wszystkim co boli... i tak bardzo jak męża nie było mi szkoda nikogo w tym życiu. I myślałam że syn i ja to było jedyne prawdziwe szczęście jakie dostał, a teraz to traci. Rozumiałam jaki jest dobry i pomocny, mimo tego że zachowywał się źle- nie radził sobie z emocjami, a to co dostał w dzieciństwie... pozabijałabym ludzi za takie rzeczy... wyobrażałam sobie że mój syn mógłby dostać coś takiego, to mam paraliż całego ciała.
Wiem, że to nie chodzi o branie na litość...on już też jest zrezygnowany. On nie da rady tak dłużej i ja też. Nie jestem tylko w stanie spłacić go za dom... nie wiem jak to rozwiązać. Powiedział jeszcze że ta pani jasnowidz mówiła mu że ja będę jeszcze szczęśliwa że będę z kimś wysokim,ciemnym i zbudowanym... a ja tylko chodzę jak zombie i zastanawiam się jak skleić to małżeństwo. Że może się da. Że może w końcu jak już wszytko powiedzieliśmy jak prawda wyszła ta zła i dobra to może w końcu się ułoży...
.... ale... boli mnie wszytko. Nie daję rady.
Wlasnie mi powiedziano ze wczoraj miałam siłę i powera ale po czasie z nim bardzo zle wyglądam i widać że zrezygnowałam...i nie mogę tak się zachowywać. Nigdy nie sądziłam że takie sprawy mogą być tak niszczące. Chciałabym wrócić do swojej siły, do wstawiania rzeczy na insta... ja znów umarłam, a czasem myślę że śmierć byłaby dobrym rozwiązaniem tu na ziemi. Nawet nie wiem jak się bronić przed złą energią męża, wiem że to nie celowe, ale jednak dostaje tego za dużo. Dziś pewnie przeleżałabym cały dzień w łóżku
edycja g. 18:26
jest lepiej... dom wygląda świątecznie... ja niebardzo. Nie rozmawiamy o rozwodzie, ale myślę że tak się to skończy. Dostaje dziwne rzeczy... i wiele wątków z przeszłości zaczyna mieć teraz sens, jeśli okaże się to prawdą, to bardzo dużo się zmieni... bardzo.
Myślałam dziś o słowach męża o tym z kim mogę być jeszcze szczęśliwa... wiem o kim mówił i on też wie,albo to znów gra. czasem dogryza mi że się nie dziwi że poszłam skoro on taki przystojny i zbudowany... ale ja nie poszłam bo on tak wyglądał- poszłam bo myślałam, że to jest TEN. Dziwnie się czuję. TEN oznacza tego ze snów. Czytając "wędrówkę dusz" newtona pacjenta 28 (chyba) zaczęłam skupiać się na znakach... jak miałam go rozpoznać. Oczy! Ok oczy były mega ważne jak nie najważniejsze. Ale budowa ciała, sylwetka... ja myslalm ze Kuki tak wyglądał... odgrzebałam jakieś zdjęcia z netu gdzie był uczniem i nie... to nie było to. Wyglądał inaczej. Ale w tych snach przypominał sylwetką Orso, nie siebie. Sposób poruszania się, gesty... Barki-ramiona -to miałam zapamiętać, ten ktoś ze snu to na pewno nie był Kuki. Kiki tylko miał przypominać Orso. I co bardzo mocno zapamiętałam... Oczy Kukiego. Raz patrzyłam w nie jak zahipnotyzowana, ale wydarzyło się coś dziwnego... "wciągnęło mnie"-jak w matrixie... nie wiem jak to nazwać- jakby te oczy znaczyły coś więcej... jakby moją duszę chciało coś wciągnąć do środka.
Myślałam też o tym, że jeśli on byłby prawdziwy, a ja nadal będę w małżeństwie to co jeszcze złego się stanie? To jest niesamowite... im bardziej chcemy naprawiać ten związek tym więcej wychodzi kłamstw, problemów itp. Mąż dostał niezłego kopa w pracy... i czuje że to przeze mnie, ale nie że coś zrobiłam tylko ze jednak Orso to bliźniak i będzie się walić wszytko. A co jeśli po tym wszystkim małżeństwo będzie inne piękne idealne????
Z Orso cisza od miesięcy... nie wiem czy żyje, czy myśli... Zastanawiam się co u niego, ale nie z tęsknota, tylko czy jego świat też się zmienia...
Sprawdzałam siostrę i ona z mężem też są bliźniaczymi duszami- w to akurat wierzę bo przeszli podobne etapy i co najlpesze od początku było od nich czuć inną energię niż wśród normalnych par. Pamiętam swoje związki i zazdrościłam im że są sobą będąc blisko, że dogadują się bez słów, że tak bardzo się kochają... Dziś rozmawiałam z nią o tym, bo mieli trudne okresy kłótni i nerwów, ale mówiłam że pokazują tylko swoje odbicie. Siostra to widzi, nawet sama mówiła Że to co ją wkurzało w nim okazało się, że to są jej rzeczy nad którymi musi pracować. Takie rzeczy są piękne, magiczne i niezwykłe... dlatego tak trudno mi powiedzieć że Orso był "przypadkiem". Czasami za bardzo chcę wiedzieć dlaczego... za bardzo bawię się w detektywa...
Przyzwyczailam się do ciszy, ale nadal go czuje. Czuję że czeka, bo wie że warto, choć czasem ma tak jak ja... że to jakaś totalna bzdura. Myślę że czas pokaże. Może zapomnimy o sobie i będziemy normalnie żyć - bez magii, bez miłości, która zmienia świat, bez perspektyw na niezwykłe życie... tak jakby to nigdy się nie wydarzyło. Ja nie umiem nic zrobić w związku z nim. Zostawiłam to. Uważam że jeśli On jest przeznaczony mi to sory, ale góra swoje zrobiła. Poznać się na "końcu świata" było dla nich łatwe, to znaleźć sposób na unie będzie jeszcze łatwiejsze... z tą różnicą że my i nasi bliscy bardzo ciężko to doświadczamy. Pewnie tak ma być... szkoda że tego nie uczą, to może mniej głupot by się robiło w życiu.
Dodaj komentarz