Choroba
Miałam nie pisać ale... normalni ludzie w normalnym świecie tego nie zrozumieją.
Była kłótnia z mężem za to że powiedział synkowi o wszytkim. Wie że źle zrobił ale już nie mógł cofnąć . Chciałam rozwodu. Było tragicznie. Maz wymusił na mnie abym dała numer do Orso, chyba godzinę prosił i błagał. Powiedział że jak go usłyszy poczuje jego energię - to zamknie to wszytko, że będzie w końcu spokój, dla niego dla mnie dla wszystkich- tak mu powiedziały istoty jego. 21:21 mówił że odebrał jakiś 20letni chłopak który mnie nie zna i nigdy nie był z mężatką w dodatku jest zaręczony i jest w Szwajcarii. Mąż miał powiedzieć jakąś formułkę i wszytko zło co w nim siedziało miało się rozpuścić. Tak się stało. W jednej chwili jak wszedł do pokoju poczuł w sobie spokój.
Mnie sparaliżowało... nie mogłam się ruszyć, nic powiedzieć, nawet mrugnąć, moje ciało zamroziło się, czułam tylko bicie serca, przestraszyłam się. Po paru minutach zaczęło się dziwnie dziać... ja czułam pustkę i takie "co tu się wydarzyło", a mąż zgłupiał. Całkowicie w siebie zwątpił, wyrzucił wahadelko i miał zamiar iść pić i palić. Powiedział że te przebudzenia to kłamstwo, że jest po prostu obłąkany- tak wyglądał, na prawdę.
23:23 dziś synchroniczności były obłąkane niemal co godzinę. Mąż w końcu położył się spać, ja śpię z synkiem. Była długa rozmowa. Mąż się wyprowadza, jutro zabiera rzeczy. Był spokojny. Opanowany. Mówił że nadal mnie kocha ale nie może już na mnie patrzeć i na syna. Że wraca do wojska, będzie strzelał i wyżyje się na granicy. Wie, że już tego nie naprawimy. Mimo że mówiłam, że miało być dobrze po tym telefonie stwierdził że przecież jest. Że o to chodziło on czuje spokój ja będę w końcu też spokojna... i wszytko się ułoży.
Zrobiło się dziwnie... dziwnie cicho. 23:32 idę spać. Mąż prosił żeby ostatni raz zasnąć razem...
leżę, ale nie mogę spać... Czuje, nie wiem co. CY to spokój czy pustka. Nie umiem sobie wyobrazić jak bardzo musiałam skrzywdzić męża - wiem że też nie był święty, ale widząc że to koniec na prawdę poczułam że go skrzywdziłam, że on starał się tylko walczyć jak umiał, ale nie wyszło. Nie mam do niego żalu ani złości. Ale boję się że on może mieć do mnie.
a co do Orso to nie wiem. Jest w nowym miejscu, z nowymi ludźmi i zaczyna życie od nowa- tak jak powinien. Chyba też dużo przeszedł przez ten czas. W sumie to nawet nie wiem czy on faktycznie dzwonił do męża.. pisał... może to ktoś innym, a może tego w ogóle nie było. Jest fajny więc na pewno kogoś znajdzie, a może faktycznie ma i się zaręczył. Coś jak z Kukim... czekałam na cud, a się okazało że już jest po wszystkim. Historia lubi się powtarzać. Życzę mu szczęścia. Nic więcej już nie mogę.
Muszę zacząć życie od nowa... sama.
Nie tak to sobie wyobrażałam -przebudzenie, ale te pół roku przeczołgało mnie jak 40 lat w pigułce. Boli mnie już wszytko, jestem zmęczona, wypompowana i ledwo żyję.
Jutro mam zostać u siostry bo mąż chce w tym czasie zabrać rzeczy. Syn będzie na treningu.
Boję się przyszłości, ale stare musiało runąć. Gdzieś w głębi znam odpowiedzi na te trudne pytania i rozumiem ten proces tylko nie tak to sobie wyobrażałam.
już po północy idę spać.
Dodaj komentarz