Dziwnie
Dekoruje dom na święta... jest ok... ale nie dam rady.
nie wiem co się dzieje bardzo się denerwuje, serce mi wali, to nie jest moje. Słabo mi i kręci mi się w głowie... jak będę miała jak później opiszę jak minął weekend, a był dosyć dziwny.
edycja 19:45 dziwne samopoczucie, bo nie wiem jak to nazwać, miałam jeszcze jakiś czas. Było mi na tyle słabo że zgięło mnie w nogach i położyłam się na ziemi... teraz już jakby lepiej. Mam nadzieję, że to nie On. Może to te wyładowania na słońcu albo pełnia.
W sb. rano pojechałam do dziewczyn trochę służbowo trochę prywatnie. Był temat męża i Orso. Co do męża to nadal są w szoku że szpieguje, nie jest to dla nich normalne. Powiedziałam że siedziałam z wahadełkiem i wychodzi jakby do końca roku coś się już wyjaśniło z małżeństwem. Że się rozejdziemy, ale nie w kłótni, nie przez to co robi Orso, czy to co do niego czuje, tylko jakby mąż zrozumiał że ma podjąć tą decyzję. A co do Orso to powiedziały wprost "to dajesz ten telefon czy nie" ja mówię że nie, jak będzie chciał znajdzie do mnie kontakt, widocznie nie chce, a poza tym nie chce się z nim spotkać (bo oczywiście one są zdania że na jeden dzień robimy wypad do Werony albo dzwonią żeby on przyjechał). Na stwierdzenie, że ja nie chce powiedziały, że to one chcą pogadać, a ja mogę stać i się nie odzywać... Glam cały tydzień zaczepia mnie tekstami czy już odblokowałam telefon i położyłam koło niej bo musi spisać jego nr...mówi że szczęściu trzeba pomagać.
W życiu... On już się nie odezwie. I może dobrze... życie nadzieją boli bardziej niż cokolwiek innego. Poza tym... nie... dziś mam bardzo dzień na nie... więc wiem, że to wszytko mi się przyśniło. Coś sobie wmówiłam i tyle. Dziś jest dobrze. Dziś nie tęsknię, nie kocham... bo tamte ostatnie kocham to wyszło tak spontanicznie, na szybko... przez Kroniki... to nie ma znaczenia (jakby kiedykolwiek coś miało znaczenie).
Jak już byłam prawie pod domem mąż zadzwonił że syn już gotowy czeka na mnie... mąż miał głos załamany chyba płakał... raczej na pewno bo jak weszłam było widać. Razem pojechałyśmy do mojego brata jego narzeczona robi pazurki więc mi zrobiła. Mąż nie odstępował mnie na krok. Nawet w międzyczasie jak robiłam wchodził na moje konto na insta. Dziś widziałam ma instagram na pulpicie, choć sam nie ma konta. Potem jechaliśmy na zakupy... powiedział mi po drodze że sprawdzał wszystko (nie wiem... numerologia, astrologia itp. i dużo myślał - powiedział, że uwolni nas od siebie, ale potrzebuje chwili czasu żeby to ogarnąć. Kamień spadł mi z serca ale nic nie mówiłam. Pierwszy raz zakupy były bez fochów i kłótni. Nawet syn dał radę nie marudzić, a jak marudził nikogo tym nie denerwował. I tak do dziś... spokojnie... dziwnie... beznamiętnie. Nie wiem co siedzi mi w środku, bo nawet Orso dziś nie wchodził mi w głowę. Jakbym odpuściła wszystko w swoim życiu, jakby dusza byla gdzieś indziej, a tu po prostu się snułam po domu. Później dokończę bo jeszcze mam dużo pracy. Idę do sąsiada który na wózku inwalidzkim jeździ powiesić firanki i natrzeć go spirytusem. A potem dom spać życie. Dziwnie się dziś czuję
20:56 już w łóżku... nadal dziwnie i nieswojo się czuję. Pol dnia było ok, udekorowałam dom. Byliśmy z mężem dla siebie mili było fajnie. Ja dlatego, że myślę o tym, że to koniec, a on... nie wiem. Dziś mówił dużo rzeczy związanych z przyszłością... gdzie pojedziemy na ferie, co zrobi w domu w przyszłości i były teksty, że "chyba myślę o naszej rodzinie" "chyba jestem szczęśliwa" i się zastanawiam co się tutaj dzieje. Jeśli zostanę w tym za długo to wiem, że nie będę miała nic. Nie będę miała serca. Właśnie teraz tak się czuję... pusta. Dlatego Orso zniknął. Choć jeszcze kilkanaście minut temu czułam smutek i tęsknotę- teraz nie czuję nic. Mogę być z mężem, mogę zapomnieć o Orso. Jest mi tak okropnie wszytko jedno. I nawet wkurzyć się nie umiem że tak czuję. I nie umiem się cieszyć że dom zaczyna wyglądać jak z bajki...
ok... jest źle... chce mi się płakać, muszę z kimś pogadać...
- hej, jest ktoś?
-jestem maleńka
-kto to???
- jesteśmy we trójkę, co jest?
- nie wiem... źle mi... jak długo to wszytko potrwa
-jeszcze trochę aniołku
-czy to prawda co wahadełko mówiło???
- z czym?
- wiecie...
-niestety tak
- ok... trudno...
-dlaczego tak mowisz
-bo... trudno... nie zależy mu, więc po co mam się oszukiwac
-on ma swoje powody
-tak...jasne...
- daj mu czas, czas jest dobry i działa tylko na ziemi przez co się wszyscy tak spinają
-nie ważne... nie chce nic na siłę, nie to nie... po prostu, umiem przyjąć to na klatę.
-ale nie musisz i wiesz że nie o to chodzi
- ale on nie zaryzykuje...
-on ryzykuje więcej niż ci się wydaje, nie chodzi o kontakt, dla dla ciebie jest potwierdzenie... przecież czujesz głębiej, wiesz,rozumiesz... dlaczego w to wszytko wątpisz? Dobrze idziesz.
- to dla mnie już za dużo. Zróbcie jak trzeba... mąż ,dom,dziecko,praca to jest też szczęście dlaczego mi nie jest to dane. Może teraz już będzie normalnie.
- Nic ci nie powiem... czas wszytko pokaże.
- Mam to gdzieś. A tamto... nie potrzebuje już niczego. Nie chce znaków i potwierdzeń. Nie chce go. Czuję się jak nastolatka, jakbym nie umiała kontrolować uczuć.
-już to mówiłaś. Nie kontrolujesz, bo one nie są tylko twoje i już nigdy nie będą.
- to jak wy to sobie wyobrażacie... nie będę szczęśliwa bo on nie będzie i odwrotnie??? To chore.
-Może, ale aż tak źle nie będzie.
-wiecie co... ja tego serio nie rozumiem
-nie musisz... czuj
- dlaczego dziś się tak czuję ?
- oczyść się.
wyszłam stąd, ale kazały mi wracać
-po co?
-napisz co na prawdę czujesz?
-i co??? Mąż tu też dojdzie i znów będę miała przewalone... mam dosc
- proszę, napisz... tak od serca... jakbyś miała to napisać tylko ten jeden jedyny raz
-ale co
-Ty wiesz co
- chodzi o Orso? Ale ja nie wiem...
-wiesz... proszę... napisz jakbyś mówiła do niego. Nigdy więcej cię o to nie poproszę. Zrób to dla mnie jak nie chcesz dla siebie, albo dla nikogo innego
-a kto dokładnie prosi?
- my troje...
-i mam napisać do Orso? Tutaj? Po co???
-nie pytaj, po prostu pisz... jeden jedyny raz...
-nie wiem co pisać.
-zamknij oczy, weź oddech, pozwól żeby twoje serce się otworzyło. I pisz...
Drogi Orso... Ukochany mój. Dni bez Ciebie są porażką. Czuję jakbym każdego dnia umierała po kawałku. (Nie to bez sensu "nie jest bez sensu pisz proszę, o to chodzi, wyrzuć to" -ale po co? -"po prostu wyrzuć to, jakbyś ostatni raz miała mu to wszystko powiedzieć, a potem wyobraź sobie, że wszystko się oczyszcza i już nie ma tego bólu" -ale jak to zapisze i to zostanie to tak jakbym zaprogramowała sobie te nieszczęście -"wymarzę to, stwórca wie że to nie prośba i nie manifestacja. Nie zadawaj pytań... pisz... pisz tak z serca" -idę spać, to głupie...-"możesz iść spać, ale najpierw napisz... potem już nie będziemy cię zaczepiać... i nie wrócimy do tego tematu. Po prostu napisz... ten ostatni raz... napisz to co chciałaby powiedzieć twoja dusza gdyby umiała mówić" -niech wam będzie, to jeszcze raz).
Kochany mój Orso, wiem że nie mogę tak do Ciebie mówić, bo nie jesteś mój. I nie ma słów, które opisałyby co teraz czuję... co czuję od pierwszego spojrzenia, w którym utonęłam i tonę do dziś. Każdy kolejny dzień nie sprawił że kochałam cię mniej, że mniej czułam czy zapomniałam. Nie... każdy kolejny dzień bez ciebie to ból, z którym po prostu uczę się żyć. Jeśli cię nie zobaczę, nie usłyszę i znikniesz już na zawsze, to chcę żebyś wiedział, że zawsze chodziło o Ciebie... od dwudziestu lat moja dusza przypominała mi, że jesteś... że czekasz... że mamy się znaleźć. Powoli uczę się rozumieć, że to tylko ziemskie życie, a gdzieś tam zawsze jesteśmy razem. I może kiedyś będziemy, choć nie wiem w którym wcieleniu.
Ukochany nie mój... jak trudno to pisać... Gdybym była wojownikiem, poszłabym na każdą wojnę, gdyby zwycięstwem było zobaczyć cię choć sekundę. Gdybym była nieśmiertelna i miałabym wszystko oprócz Ciebie, nie chciałabym żyć ani dnia dłużej. Gdyby to była historia miłosna, byłaby tak nieszczęśliwa jak... "Romeo i Julia" o ile w ogóle mogłabym liczyć, że mnie pokochasz.
To jest bez sensu, na prawdę... Zazwyczaj mam dużo słów i pisać mogę poematy, a dla Ciebie nie mam nic... bo co mogę dać, skoro nic nie jest w stanie sprawić że będziesz przy mnie. Czuję się pusta bez Ciebie. A słowo kocham to tak mało... Nie wyraża w zasadzie nic... bo to co czuje nie da się zamknąć w słowach. Chciałbym abyś kochał mnie tak jak ja kocham Ciebie. Nawet nie wiesz jak trudno jest mi tego nie mówić, choć każda cząstka mojego ciała krzyczy na cały głos "kocham cię"! Jak trudno znaleźć zajęcie aby o Tobie nie myśleć. Jak trudno wmawiać sobie że to pomyłka, choć dusza wie jaka jest prawda. Jak trudno siedzieć i czekać na dzień który się nigdy nie zdarzy.
Nie wiem Orso co mogę napisać... to wszytko i tak nie ma znaczenia. Czego bym nie zrobiła... czego bym nie powiedziała... wszystko przy tobie jest niczym, bo Ty jesteś wszystkim.
Mimo, że tak boli dziękuję że się pojawiłeś. Zmieniłeś mnie.
nie umiem pisać nie wiem co jest
Dodaj komentarz