Koniec roku
Przydałoby się zrobić podsumowanie 2025, a był to rok najbardziej… tak! to był rok najbardziej! Najbardziej twórczy, niesamowity, straszny, bolący, podróżniczy i miłosny - jakkolwiek to brzmi. Najbardziej duchowy, rozwojowy, najbardziej szczęśliwy i najbardziej mroczny, najbardziej niepewny. Taki, który weryfikuje ludzi wokół mnie i pozwalał zamykać, to co mi nie służy i otwierać się na to co jest naprawdę dla mnie dobre. Rok, w którym wróciły stare rany, duchy przeszłości, a także pojawiły się nowe wyzwania i szanse. Rok, który zmusił mnie do pracy, do myślenia i do nauki. Rok, w którym poczułam, że sam Bóg kopnął mnie w dupe żebym się w końcu obudziła.
Nie umiem opisać, co było najlepsze, a co najgorsze – bo to, co było dla mnie najlepsze było też tym najgorszym.
Mąż, który z jednej strony pokazał mi swoją najczarniejszą stronę i dał mi taką lekcję życia, która wyryła się jak w kamieniu. Pokazał też, że można kochać mimo wszystko – mówię, o chwilach, kiedy byłam pusta w środku, a on był, czuwał, troszczył się… a może po prostu łatwiej opiekować się kimś kto jest całkowicie bezbronny. A czy to miłość ?? Serio tego nie wiem. Nie wiem czy po tym co zrobiłam można kochać. Można się oszukiwać, to na pewno.
Orso – mój płomień, moja iskra, która zapaliła we mnie mój uśpiony potencjał. Mówią o tym, że bliźniak to Twoje lustro. Złe rzeczy znajdowałam od razu – odrzucenie, potrzebę walidacji, traumy… ale nie umiała dostrzegać potencjału. Dziś widzę to bardzo wyraźnie. Obudzenie kundalini poprowadziło mnie dalej. Orso sprawił, że przestałam się bać i zaczęłam podróżować (nadal czuję jaki był ze mnie dumny, kiedy zamówiłam bilety, zarezerwowałam hotel… może się mylę, ale czułam się taka dumna, jak czuł się on dumny ze mnie), albo zdjęcia, posty, malowanie – to wychodziło ze mnie, ale wyszło dlatego, że on był… - nie będę rozpisywać każdej jednej historii. Niestety Orso przyniósł też ból, jakiego nigdy w życiu nie miałam. Mąż dał mi ból związany z brakiem poczucia wartości, bezsilnością, manipulacją, a Orso ból rozstania, utraty części siebie, poczucia się niewystarczająca.
O reszcie osób nie będę mówiła, szkoda mojej pięknej energii.
A dziś moja energia jest jak pogoda na dworze. Słońce, mróz i śnieg. Marze o tym, żeby wyjść z pracy i iść do lasu, choćby na boso. Czuje się cudownie. Po prostu jak milion dolarów! Chce mi się żyć, chcę tańczyć, ciągle śpiewam pod nosem w pracy, a czasem trochę głośniej. Wracam do siebie i tylko to się dla mnie liczy. Czytam artykuły i podcasty o pisaniu książki, na empiku okazuje się, że mogę umieścić książkę bez większych kosztów. Więc już nie muszę zbierać kupy hajsu na wydanie… ale i tak wydam po swojemu.
A na koniec coś dobrego. Coś czego nie mogę powiedzieć osobiście, ale… skoro energia działa to niech działa i idzie tam, gdzie powinna.
Drogi Mężu bardzo Cię kocham. Dałeś mi w tym życiu wiele wspaniałych chwil. Dałeś mi synka, który pokazał mi czym jest miłość bezwarunkowa i właśnie to zaczynam w sobie odkrywać. Nie chcę pamiętać złych chwil, nie żywię żalu czy urazy, ale proszę też o wybaczenie, bo nie zasłużyłeś na to, co Ci zrobiłam. Nie mam słów, które to wyjaśnią, ani takich, które sprawią, że ten ból będzie mniejszy, ale wiedz, że naprawdę przykro mi, że w ten sposób musiały nastąpić nasze przebudzenia – widocznie GÓRA uznała, że z jakiegoś powodu, tak właśnie ma być i z jakiegoś powodu nasze duszę tak bardzo się kochają, że zgodziły się na taki scenariusz. Wiedziały, że mimo wszystko nie znienawidzimy się i wzrośniemy. Pragnę Twojego szczęścia bardzo mocno i jestem gotowa naprawiać, to co zepsułam, ale akceptuje też scenariusz, w którym Twoje szczęście będzie przy kimś innym. Wiesz dobrze, że patrzę na świat inaczej i jeśli mamy się męczyć… mimo idealnych relacji przyjmuje wyższy plan, jaki by nie był . A może właśnie staniemy się tym idealnym małżeństwem i idealną rodziną? Jesteś dla mnie ważny i wartościowy i wiem, że już stajesz się kimś ważnym i wielkim nie tylko dla mnie, ale dla innych również.
Kochany Orso. Pojawiłeś się jak grom z jasnego nieba i zburzyłeś wszystko! A nawet powiedzenie wszystko, to za mało. Dziękuję Ci za to, że moja dusza w końcu zaczęła krzyczeć i mówić czego pragnie. Dla Ciebie może to była chwila, dla mnie wieczność, w której czekałam na Twoje pojawienia się w moim życiu. I owszem… byłoby łatwiej żebyśmy się nie poznali (dla mnie i dla ciebie), ale w życiu nie chodzi o to, żeby było łatwo, ale żeby było WARTO! I dla mnie było warto Cię spotkać i przeżyć, to co przeżyliśmy. Jeśli było to dla Ciebie tylko zbliżenie, to cała moja teoria o bliźniaczych płomieniach jest błędem, ale jeśli jednak wiesz, że to było coś innego, niż zazwyczaj doświadczałeś (a wiem, że to wiesz), to ze łzami w oczach i sercem pełnym wzruszenia chce powiedzieć, że to najlepsza podróż w jaką mogłam wyruszyć. Obejrzałam i przeczytałam setki rzeczy o bliźniakach i nawet jeśli więcej Cię nie spotkam (wątpię, ale może tak być), to czuje się dumna, że mogłam w tym uczestniczyć. Czuję się bardzo dumna i zaszczycona, że moja dusza wybrała taką drogę.
Drogi Orso bardzo chciałabym abyś był szczęśliwy, abyś kochał prawdziwie i znalazł to, czego tak bardzo szukasz. Przepraszam Cię za wszystko… i przepraszam, ale muszę to napisać ja nadal cię kocham. Prawdziwie i szczerze, bo już inaczej nie umiem. I jakkolwiek pojmujesz moją miłość miej ją w sercu. A jeśli to jest za dużo to wybacz. Zawsze będziesz obecny w moim sercu. Zawsze będziesz częścią mojej duszy. Nie wiem jaki jest dalszy plan na nas, ale mam nadzieję, że cokolwiek GÓRA z nami zaplanowała będzie to służyć dla ludzkiego dobra. Minęło pół roku i może jest mi lżej. Może już nie mam obsesji, nie tęsknię szaleńczo, ale myślę… codziennie. I nie musze mieć Twoich zdjęć – pamiętam Cię tak wyraźnie, jakbyś stał przede mną… może chciałabym zapomnieć, ale przyjdzie czas, kiedy zrozumiem to lepiej i będzie mi lżej – Tobie też. Bądź szczęśliwy, walcz o to co kochasz i się nigdy nie poddawaj. Ja cały czas widzę Twój potencjał… jest ogromny. I kocham go tak bardzo jak kocham siebie.
Kocham pa
Cudownego 2026 roku!
Dodaj komentarz