rolercoster :) lubię taką jazdę
Dla jasności – jeśli kogoś bolą te słowa niech nie czyta. Piszę to w różnych stanach emocjonalnych. Czasem jestem zła, czasem zrezygnowana, czasami pełna nadziei i optymizmu, ale to nie znaczy, że jest to czysta prawda lub wierutne kłamstwo, to jest coś pośrodku… coś co się czuje w danej chwili. A poza tym kocham pisać i nie przestanę, po dwa pamiętniki prowadziłam od 12 roku życia i mam to we krwi- nie dam rady z tego zrezygnować, po trzy jest to dobre ćwiczeni przed napisaniem książki – muszę tylko pozbierać się z podłogi i mieć siłę na pisanie.
Mąż wyprowadził się wczoraj, zabrał rzeczy. Powiedział, że to definitywny koniec. Dzwonił (ponoć) do adwokata i już wszystkiego się dowiedział. Tylko przytakiwałam, bo brzmiało to dość stanowczo. Oddał klucze. Byłam akurat u siostry więc zrobił to na jej oczach. Gdy wyszedł siostra powiedziała: no to opowiadaj… Bo już wiadomo było co się dzieje. Siostra jest anty zdrada. Uważa wierność, lojalność, brak okłamywania za podstawę związku. Więc opowiedziałam chyba wszystko, biorąc winę na siebie, że to ja zdradziłam… pojechałam itd. Słuchała ze spokojem i zrozumieniem. Gdy mówiłam o tych uczuciach, o duszach i bliźniaczych płomieniach, powiedziała, że ona w swoim mężu też się zakochała, nawet go nie widząc, gdy przeszedł obok – zrozumiała inność takiego połączenia i nie potępiła mnie. I wydawało mi się, że zrozumiała więcej niż mój mąż, ale to zupełnie inna perspektywa. Poprosiłam, aby nikomu nie mówiła, więc wiem, że nie powie… i tak oto powoli moja rodzina będzie poznawać Orso. W tym czasie syn miał trening. Moje auto się zepsuło – choć musze powiedzieć, że to dziwne… szalało coś z elektryką, nie miał mocy, chodził nierówno i to w dniu, kiedy zawsze odwoziłam syna na basen i miałam wracać do domu. A nienawidzę poniedziałków, bo syn wracał późno, a mąż wtedy zawsze robił mi dzikie awantury. Ja już jak wracałam do domu to się bałam, mimo, że go jeszcze nie było. Wróćmy więc do wczoraj. Po treningu mąż odwiózł mnie i syna. Chwilę posiedział, pożegnał się z dzieckiem. Przytuliłam go i tez pożegnałam. Wieczór był spokojny, zszedł stres, posprzątałam część domu i mogłam spędzić czas z dzieckiem. Graliśmy w karty… świetnie się bawiliśmy… wygrany wybierał na którym łóżku śpimy. Wygrał syn, więc spaliśmy na jego 1-osobowym łóżku, ale to i tak było wygodniejsze niż moje małżeńskie. Zaczęłam mu czytać książkę, ale zadzwonił mąż... miało być na chwilę a wyszły prawie 2 godziny. Syn nie dostał bajki, a ja dostałam podwyższone ciśnienie. Mąż powiedział, żebym skontaktowała się z jakąś panią jasnowidz on też gdzieś tam pójdzie i naprawimy małżeństwo… i będzie ok. Tłumaczyłam mu jak to wygląda… że ja nie mam prawa decydowania o naszym małżeństwie, to on mówi jest rozwód, jest separacja, jest naprawianie, a jak chcę coś wyegzekwować to zaczyna się kłótnia i zupełna zmiana nastawienia. To dla mnie naprawdę wygląda jak zaburzenie psychiczne… i ogólnie nie boje się, ale mam dość i to ja już stawiam warunki. Mąż chce wrócić. Pozwoliłam, ale bez wspólnego spania, nie na stałe, bo potrzebuje przerwy i odpoczynku od niego. Na dzień dzisiejszy nie widzę szansy na dalsze małżeństwo. Zrobiłam długi wykład na temat tego, że można normalnie żyć po rozwodzie i być przyjaciółmi, że to się nie sprawdza, że naprawiamy to pół roku i nic się nie naprawia, że działamy na siebie jak płachta czerwona na byka... itd. Więc nie miałam spokoju, chociaż spałam dobrze. Wstałam wypoczęta, zrobiłam ćwiczenia, uziemiłam się, a był taki przyjemny przymrozek. Igiełki lodu wbijały się w stopy i było to bardzo przyjemne. To był dobry poranek, naprawdę. Miałam też czas na rozmowę z Kronikami… Zostawiam, bo powiedzieli, żeby tu to wstawić.
- Jak ma wyglądać przyszłość?
- Jest dobra. A nawet bardzo dobra.
- Z mężem?
-Nie.
- Z Orso?
- Być może, nie wiem…
- Wiecie, ale nie możecie powiedzieć. Dlaczego mówicie, że nie z mężem?
- Bo ty to czujesz, wiesz i nawet jak są możliwości naprawienia małżeństwa ty już nie chcesz i jeśli my będziemy ciebie namawiać zbuntujesz się
- Ale jeśli ma być super...
- Nie będzie
- Dlaczego?
- To jest koniec tego etapu.
- Czemu się to tak ciągnie?
- Akceptacja…mąż musi to zaakceptować. Ty już to wiesz i rozumiesz on jeszcze nie
- To dlaczego skoro jest na 12 poziomie tak źle mu to idzie?
- Poziomy nic nie znaczą w takich przypadkach, w środku jego dusza wręcz krzyczy i on wie co ma zrobić, ale jest człowiekiem i walczy… poddał się swojej ludzkiej istocie, boi się puścić
- A jeśli nie będziemy razem to będzie dobrze? Mogłoby być tak jak sobie to wyobrażam
- Tak, to jest możliwe, zależy tylko od niego czy będzie w stanie czuć bezwarunkową miłość. Ty czujesz.
- Wiecie, że chyba tak… nie jest to miłość kobiety do mężczyzny, ale chcę dla niego dobrze. Chcę, żeby był szczęśliwy, a wiem, że ze mną nie będzie. Za dużo mu przypominam złych rzeczy, a tego nie da się wyprzeć
- Dokładnie. Jesteś bardzo mądrą. Dojrzałaś i… na prawdę jesteśmy dumni.
- To co mam robić, bo już nic nie wiem.
- Bądź cierpliwa i ucz się tej miłości i spokoju, jeszcze się przyda.
- A co z tą panią Dorotą powinnam się do niej zgłosić?
- Jak czujesz?
- Nie czuję… jeśli się zgłoszę to z ciekawości
- Boisz się, że to sprawi że zniknie Orso i będzie mąż…? Nie tak nie będzie . Z Orso jesteście połączeni i nawet jeśli byście już nigdy się nie zobaczyli (co jest nieprawdą ) to i tak zostajecie razem.
- Ok, ale to dzieciak
- Dzieciak??? Dzieciaki nie przechodzą przez takie rzeczy jak on… nie wiesz, ile się zmieniło.
- No nie wiem. A on… ?
- tak…, dalej… nie przestanie…
- A może lepiej dla niego żeby wybrał inną drogę
- Wybrał tą samą co Ty…
- A mąż? Nie chce żyć z nim z poczucia obowiązku i nie chcę, żeby on żył w poczuciu, że jak mnie nie będzie to traci wszystko. - Jak straci ciebie zyska siebie, ale on do tego dojdzie … Śmiało pytaj.
- Ale ot tak mi nie powiecie… nie mogę pytać o innych
- To zadaj pytanie żeby miało związek Ty wiesz jak…
- Ok, czy jeśli mąż nie będzie ze mną czy mimo wszystko będzie szczęśliwy? Czy ja dla niego jestem jedynym źródłem szczęścia?
- Nie, ty w ogóle nie jesteś źródłem szczęścia, ty jesteś rodłem miłości i nawet jeśli nie będziecie razem on ją od ciebie dostanie, a dostanie jej więcej niż w momencie, kiedy będziecie razem. Rozumiesz?
- Tak widzę te obrazy w głowie..
- To nie są twoje wyobrażenia czy marzenia dziecka, ty czujesz i widzisz więcej, dlatego nie boisz się rozstania, bo wiesz, że tam jest szczęście dla wszystkich, nawet jak początek wydaje się straszny.
- A rozwód...Powinniśmy to załatwiać jak najszybciej?? Są korzyści z tego, że jednak jesteśmy razem
- Na ziemski sposób tak, można to zostawić dla papierka, ale duchowo wy już i tak nie jesteście razem, wasze dusze już odeszły od tej roli, ból i kłótnie to tylko ego, które jeszcze was trzyma. Wy macie inny plan.
- A co z tą Dorotą? Tak czy nie
- To twoja decyzja, ale ty wiesz… znasz odpowiedź i się nie boisz. Szykuj się do pracy, budź synka, napisz do męża i wyślij uśmiech do Orso - każdy z nich zasługuje na Twoją miłość.
- Oooooooo serio??? Ale wy kochani jesteście.
- Wiemy, nas też kochasz… nawet jak tak brzydko mówisz do nas… ale my nie potrzebujemy zapewnień i słów o miłości… ty wiesz wszystko maleńka. Zbieraj się i dodaj to, niech czytają i się nie złoszczą, bo złość to emocja ich ego… niepotrzebna tu. Trzymaj się i pięknego dnia i nałóż sukienkę, ok…? lepiej będziesz się czuła
- Naszykowałam spodnie.
- Nie, sukienka
- Dzięki, pa!
Uciekam, bo koniec pracy, może później to podsumuję. Na dziś czuje sie w końcu w swojej mocy i to ja stawiam warunki, nie dam rady dalej. A jak bedzie kolejna wojna, to ja się wyprowadzam.
Edycja 16:00 odbieranie dziecka ze szkoły:
w szatni pytanie- czy już tatą wróciliście do siebie, bo mówiłam przez telefon że coś naprawiam (szła sąsiadka mam nadzieję że nie słyszała)
Przy samochodzie spytał się "czy zerwałam już z tym włochem", (obok stali nauczyciele mam nadzieję że nie słyszeli)
a w samochodzie: tata mówił że walczył o ciebie pół roku i nie wygrał, że jego problemy (synka) to przez tatę bo pół roku trzymał tajemnice...
dobra, nie chce mi się pisać wszytkiego, jestem wściekła !!!! Zajebałabym za to męża żywcem ale to mi i tak nic nie da. I on myśli że ja wybaczę zapomnę i będę żyła jak szczęśliwa rodzina... never! Jeśli czytasz to mężu albo masz w swoich wizjach to w końcu to zaakceptuj. Wiem co zrobiłam, ale ty przez pół roku nie walczyłeś tylko znęcałeś się za to i robisz to nadal, albo możesz to zwalić na chorobę, z tym że nie wywoła to u mnie współczucia.
I jakbyś chciał wiedzieć nie chce być z tobą i nie wyobrażam sobie powrotu. I tak na prawdę z nikim nie chce być. Włocha też nie potrzebuje... chce ciszy i spokoju, a kiedy w końcu to znajdę i miłość do siebie, to odpowiednia osoba sama stanie na mojej drodze. I jestem tego zdania, że co mi jest przeznaczone od tego nie ucieknę, więc żadnej miłości i szczęścia w postaci faceta nie szukam i nie będę. A jak Bóg uzna że już zasługuje to dostanę, a jak uzna że nie, to będę sama.... kurczę było tak fajnie, a już się denerwuje i czuję jak serce mi wali, bo za godzinę będzie mąż. Znów nie mogę jeść, jestem nieobecna, wyłączona i nie mogę znaleźć sobie miejsca. Idę coś robić, sprzątać albo umierać...
Dodaj komentarz