Wracam na ziemię
God. 14:04
Nadal leżę w łóżku... mam zjazd... włączyłam komedie romantyczne żeby sobie popłakać. Przerzuciłam się na kino arabskie, obejrzałam "miesiąc miodowym". Poryczałam sobie, bo szczęśliwe zakończenia są tylko w filmach i to normalne że nie jesteśmy z tymi, z którymi chcemy. Szukam kolejnego filmu, ale słabo idzie, bo znajduję coś tego typu "gdy Lilii spotyka tajemniczego, atrakcyjnego barmana..." albo "..jako bohaterowie zakazanego romansu, którzy przypadkiem się spotykają i nie mogą się sobie oprzeć..." Ooo albo "inna ja" lubię to, ostatnio włączyłam i mąż naszedł na fragment gdzie 3 koleżanki rozmawiały "jak tam twój młodszy kochanek". -przypadek!
Czuję się beznadziejnie. Dziś poniedziałek... syn na basen, a mąż? Nie wiem czy przyjeżdża dziś, pewnie tak. Poniedziałek to dzień największej kłótni 4 godziny w których można się drzeć na żonę, za to że dała dupy innemu. Pomijam inne dni, które nie są lepsze. Wyświetliła mi się też kobieta, która mówiła o karmicznych związkach- mój i męża -książkowy. Jedyne rozwiązanie to się rozejść aby oboje mogli być szczęśliwi, albo mogę zostać i się dalej męczyć. I w sumie co mi tam... mogę się męczyć, nie mam żadnej perspektywy na coś lepszego. Im bardziej jestem na ziemi, tym bardziej myślę o tym, że Orso był niefortunnym zbiegiem okoliczności, ja byłam w kryzysie, on wykorzystał to że był podobny do mojego byłego... wszytko da się wytłumaczyć logicznie i naukowo, wydzieliła się oksytocyna. Po seksie wyobraziłam sobie że się zakochałam, że może on też się we mnie zakocha. I ciągnęłam to... a te noce duszy czy inne pierdolenie... tak jak mówią koleżanki - za daleko odpłynęłam albo mam towar i nie chce się podzielić.. Tyle w temacie. Kończymy z tym wszystkim. Z mężem będę żyła obok siebie, nie mam ochoty na nic. Nie mam pieniędzy żeby go spłacić. A domu nie sprzedamy za pieniądze jaki jest wart. A Orso zapomniał, poszedł dalej, może nawet kogoś ma, może wyjechał. I nawet nie chciałam kończyć małżeństwa dla niego, tylko dla spokoju... ale chciałam wierzyć, że nie byłam kurwą. Nawet jak miałam z nim nigdy nie być chciałam tylko wiedzieć że jednak to nie był przygodny seks. Po prostu nie umiem tego wyrzucić z siebie. Chcę żeby to była nieprawda. Pamiętam "przygodny seks" i wyrzuty sumienia następnego dnia, z Orso nie miałam i jeszczedowalilam do pieca...
I pierwsze święta kiedy będę sama... ja pierdole co się dzieje. Ja w to nie wierzę.
G. 7:24 Powoli wracam na ziemię. Ale ten powrót nie jest fajny.
Najpierw staram się uporać z sytuacją z goście od AA (ten który mi chciał pomóc, potem proponował seks). Po rozmowie z mężem zmienił o mnie zdanie (znamy się dobrze od kilku lat, często mnie odwiedzał w pracy, wiedział bardzo dużo, znał mnie bardzo dobrze, męża znał bardziej z widzenia i moich opowieści). Nie wiem czy on czy mąż kłamie ale na pewno ani jeden ani drugi dobrze o mnie nie mówili. Jestem dziwką, która to zrobi znowu, nie zasługuje na żadne drugie szansy, mąż ma mnie dojechać, zabrać mi wszytko i powinnam popamiętać. A jak już to zrobiłam to powinnam być idealną żoną. Ja chyba nawet nie chcę pisać jakie gówno na mnie wylali. Mało tego ten gość dzwonił z tym tematem do koleżanek i do mojej siostry, więc znam jego zdanie o mnie nie od męża ale od innych osób. A sprawa miała być tylko między nami. Dlatego bycie kobietą jest przestane. Zawsze to ty jesteś nie dość dobra, jesteś dziwka, czepiasz się, jesteś wredna, za dużo wymagasz. A facet jest zły tylko wtedy kiedy pije i bije i to nie okazjonalnie ale musi to robić cały czas. Nawet mój szef ma oficjalnie żonę i kochankę i to jest ok, ale ja żebym kogoś miała na boku- jestem kurwą, dziwką, suką. Ale jakby mąż mnie zdradził... to przecież on ma stresująca pracę, w takiej pracy wszyscy zdradzają, widocznie mu czegoś nie dawałam, to nie miało znaczenia, to tylko odstresowanie... Byłoby tysiąc powodów do usprawiedliwienia, a ja dostanę tysiąc powodów dla których jestem dziwką.
Ale w tej sytuacji mogą o mnie mówić tak wszyscy, a ja o sobie nie będę tak myśleć z jednego tylko powodu - wtedy na prawdę czułam miłość... nie wiem z jakiego to życia była miłość, ale czułam że Orso był mój a ja jego i nie czułam że kogoś zdradzam, po prostu byłam ze swoją osobą - absurd? Może. Wtedy tak czułam.
Z mężem nadal jest jakaś separacja. Nie śpimy we dwoje, nie całujemy się, nie ma bliskości żadnej. Wczoraj jak był chory opiekowałam się nim... nie wiem... myślałam że może to się jakoś ułoży. Bez duchowości jestem zwykłą dziewczyną która się puściła na wakacjach. Wszyscy tak mnie widzą , czemu mam do tego dokładać coś niezwykłego. Nie jestem niezwykła. Mam cholernie zwykłe życie...
Kuki - teraz mi się wyświetla jego zdjęcie i nie czuję nic. Myślałam że jak go zobaczę będę miała nogi jak z waty, a serce wyskoczy mi z klatki. Nie ma nic... pusto... bardziej wzbudza we mnie strach niż coś miłego, jakbym miała się trzymać od niego z daleka. Wahadełko nadal mówi że się nie odezwie, ale już nie chce słuchać wahadełek. Wczoraj pytałam je o małżeństwo... czy jak bardzo się postaram to je uratuję - cały czas mówi o zakończeniu rozwodem, a Orso ma być następnym i ostatnim. I nie chcę tego słuchać. To bajki, totalna bzdura! Z Kronikami już kilka dni nie gadam. Czasem mi ich brakuje, ale nie chcę już słuchać ich wizji i motywacji. Tego po prostu nie ma.
Przypadek- gdy żyjesz ziemsko.
wczoraj do sprzątania zamiast muzyki włączyłam pierwsze lepsze nagranie... było o tym że są związki które mają swój termin ważności, o tym że trzeba to odpuścić nie walczyć, że dać komuś wolność to największa oznaka miłości- przypadek.
Wczorajszy sen, że mam czekać na Orso, bo on też się przygotowuje na spotkanie ze mną - przypadek
Pojawienie się Kukiego, akurat teraz i uświadomienie sobie, że kochałam iluzję i tak na prawdę nic do niego nie czuje. Dodatkowo potwierdzenie, że to jednak nie on się śnił mi przez 20lat, był tylko hologramem, za którym stał Orso -przypadek !
A to tylko przypadki z wczorajszego dnia.
Niech Kroniki albo kto tam tym rządzi niech się bardziej postarają, bo ja już nie wierzę. Byłam głupia teraz to wiem.
Wracam na ziemię, nie wiem co będzie, kto jeszcze ucierpi, co jeszcze dostanę w pakiecie, ale wracam do męża. Jak będzie tak będzie. Może Orso był tylko po to żebym zobaczyła jaką miłość chce mieć, na jaką zasługuje, żebym odkryła siebie (Boże jak wyraźnie pamiętam ile dał mi energii do tworzenia... jak znów pokochałam malowanie, a teraz... czuję się znów beznadziejna, nic mi nie wychodzi...). Może Orso miał mnie tylko obudzić, wstrząsnąć... a ja wmawiam sobie cuda na kiju.
Numer, który dzwonił z Holandii, to nie on, do szwagra ciągle dzwonią jakieś holenderskie numery, oszuści... - przypadek.
Ale sobie wmówiłam... że to On, że to bliźniak, że to miłość mojego życia, że ktoś wyjątkowy, ważny...
albo czuje się taki kiepsko bo mąż spedzil ze mną dużo czasu i mnie osłabiło albo po prostu jestem zwykłą szmatą i dochodzi do mnie że te pół roku bajek o duszach to ściema. Orso się nie odezwie, nie da znaku, że żyje, że ma tak samo jak ja... nie czeka... nie powie że chciałbym... zniknął i na pewno jakoś to ogarnął. Zresztą faceci potrafią postawić sobie mur żeby nic nie czuć. Ja chyba też tak powinnam zrobić. Ja wiem, wczoraj mówiłam jaka miłość jest ważna, ale... może to nie jest dla mnie. Może ja nie mam czuć miłości, może mam się zadowalać jej namiastką, iluzją... Dostałam ją na chwilę i mam to pamiętać. Tak jak np. z lodami, które zjesz gdzieś przypadkiem na wyjeździe... i nigdzie indziej już nie znajdziesz tego smaku, więc zostaje ci wspomnienie.
Chce zapomnieć że śnił mi się 20 lat. Chcę zapomnieć o jego oczach i ramionach. O tym jak mnie ciągnęło i jak straszliwy ból miałam po jego stracie. Chce zapomnieć jego głos... czemu to wszytko jest takie silne, ja na prawdę nie siedzę i o nim nie myślę. On żyje dalej... a ja nie umiem. Zepsułam swoje życie jednym skokiem w bok- i mam uważać że to przypadek!!!! Kurwa Mać!!!!
Ja na prawdę mało dostałam w życiu !?!? Przy tej mojej cholernej wrażliwości to jak niekończące się tortury. Chce być sama. Myślę, że idę w dobrym kierunku żeby przestać czuć cokolwiek do kogokolwiek, po prostu mieć pustkę.
A ja tylko chciałem wiedzieć czy byłam dla niego ważna... choć przez chwilę... czy się po prostu skurwiłam.
Dodaj komentarz