Sen -list
Miałam dziwne sny nie umiem ich ułożyć,ale pamiętam fragment o Orso. W śnie było podobnie jak w życiu- nie odzywał się długo. Miałam takie wrażenie, że to było złudzenie, że jednak On tak tego nie czuje i zaczął inne życie, nie chciał czekać. I dostałam wiadomość , ale nie wiem od kogo... czy to siostra koleżanka czy ktoś obcy... ten ktoś powiedział, żebym się nie martwiła, że On pisze list, że pomaga mu jakaś Pani Maria... usłyszałam, że to będzie długi i piękny list i żebym czekała.
Leżę w łóżku myśląc o miłości... ciągle dla mnie to jest coś do czego podświadomie dążę. Mam gdzieś pieniądze, podróże, bycie lubianą, prezenty... nawet nie wiem co może mieć większą wartość od miłości. I nawet jak droga do niej jest trudna to chce nią iść, chce wierzyć że gdzieś tam jest osob, w którą jak się wtulę, rozpłynę się i zniknę ze szczęścia. I umiem sobie wyobrazić to... Nie,że dzięki komuś będę czuć się kochana, bezpieczna, szanowana... że to dostanę... ja nie chcę nic brać, ani nic dawać.
Wyobrażam sobie miłość jako energię i jeśli połączy się z drugą taką samą energią to po prostu będzie jak wielka kula ognia. Ok, mam dobre porównanie - załóżmy że moja energia miłości bezwarunkowej to kula. Jeśli mam ją w pełni - jest cała, świecąca i żywa. Jeśli szukałabym miłość, bo coś... bo mam niską wartość, bo szukam bezpieczeństwa, bo chcę być kochana, ta kula będzie miała dziury (luki jak nieułożone puzzle). I jeśli spotkam drugą osobę która nie ma luk, to i tak jej miłość w części pójdzie na moje braki. A jeśli ta osoba też ma braki, to już całkiem będziemy od siebie zjadać tą energię. Ale jeśli ja w pełni kocham siebie i druga osoba też w pełni kocha siebie to jak takie dwie kulę energii się spotkają połączą się w coś wielkiego i pięknego. Nie będą słabły tylko będą napędzały się nawzajem. I chcę takiej miłości, gdzie te wszystkie rzeczy:poczucie bezpieczeństwa, szacunek, wspólne spędzanie czasu, wzajemna pomoc, śmiech, radość, pasje ,podróże, dom... gdzie to wszytko jest tak oczywiste że nie trzeba o to prosić, nie trzeba tego szukać... dostaje się to jako bonus, nie główną potrzebę.
I czasem myślę że jestem głupia. Dziewczyny są interesowne, mówią że trzeba brać bogatego, żeby był kimś, albo nie wiem co... a ja chcę mieć takiego który po prostu otworzy dla mnie serce i będzie chciał mi dać to co ma w sobie dobre. Głupia jestem że widzę tylko potencjał, szukam dobra, i chce wierzyć w prawdziwe intencje osób które mną manipulują. Takie osoby jak ja powinny być same, bo zawsze zostaną skrzywdzone.
A miłość... jeszcze przez jakiś czas mam jej ogrom od synka. Śpi obok mnie, jest śliczny, spokojny... i wystarczy żebym, go przytuliła i on odwzajemnia tym samym. Wtula się jakbym była dla niego całym światem, który chce mieć blisko siebie.... żeby ktoś tak mnie kochał.. kiedyś... mąż mówi że mnie bardzo kocha ale nie wiem... bardziej czuję to jako walkę a nie miłość...
Wstał synek... chciał coś dosięgnąć ze stołu ale nie dałam rady on też nie, powiedział "ja wstanę, ty leż księżniczko, nie męcz się". I tak, jak nie ma męża przejmuje rolę faceta, jest pomocny i kochany. Krzyczy "mamo", ja pytam - co się stało synku? a on "nic... kocham cię" i przesyła całusy. I w sumie mam swoją miłość bezwarunkowa. Piękną, taką co zatrzymuje czas, pobudza serce i sprawia, że łzy ze wzruszenia same kręcą się w oku. Tylko, że on zaraz dorośnie i zakocha się, a ja zostanę sama. Latem będę siedzieć w ogrodzie, wieczorami będę malować albo pisać czasem gdzieś pojadę.
A propos podróży... zdecydowanie kocham to,dlatego Na ferie zimowe z dziewczynami i dziećmi znów chcemy polecieć, chyba na Sycylię tym razem, a wiosną z pracy szykuje się lot do Rzymu, ja chciałam Barcelonę i Gaudiego ale poczekam, Rzym to jednak historia . Może faktycznie ten język włoski to właśnie po to.
Ze Sporti mowimy o tym że kupimy dom we Włoszech. I ja kupię, nie wiem jak, ale to przecież nie jest ważne przy manifestacji. Tak... zakochałam się we Włoszech, nie ma tam takiej zgnilizny jak u nas (ludzie).
Edycja: 11:33
o ja jebie! Po 19 latach zobaczyłam Kukiego. Wyświetliło mi się jego zdjęcie nie jest podpisany z imienia i nazwiska dlatego go nigdy nie znalazłam, konto ma już długo, coś mi mignęło 2021 (ale nie sprawdzałam od kiedy jest na fb, nie chce) mamy wspólnych znajomych i chciałabym wierzyć, że to ktoś podobny do niego, ale to on... Serce mi zabiło, ale z szoku nie z miłości ! Nie poczułam chemi, nie poczułam tęsknoty, nie poczułam nic... poczułam "to nie o niego chodziło" kurwa te sny to nie był On... ciągle myślałam o ramionach o tej sylwetce... Orso na zdjęciu gdzie był cały,bokiem w okularach to była ta postać, która przychodziła w snach... to nie był Kuki 😭
Zwariowałam! Dlaczego to się stało??? O co chodzi??? Co się dzieje w mojej głowie??? A co jak ja się wyświetlę Kukiemu i się odezwie i znów wszystko pierdolnie i wyjdzie, że Orso był fałszywy i czekałam na Kukiego, a co jeśli to jednak chodzi o Orso, a co jeśli to wszystko jest po to żeby odbudować małżeństwo i jednak będę w końcu z mężem szczęśliwa tak jak tego pragnęłam... A może mam być sama. Przez tą całą sytuację nawet nie umiem zająć się sobą, nie mogę pomyśleć o tym czego chce w życiu... ciągle czuję że żyję z dnia na dzień, a każdy dzień przynosi jakieś chore rzeczy... Kuki? Serio? Teraz?
Jezus Maria ja chcę być sama, bo nie wiem co się dzieje i po co to wszytko.
Ja wysiadam. Co jeszcze???
g. 16:39
Mąż bardzo źle się czuje. Położyłam go do łóżka. To po uwalnianiu emocji, miał sesję z jakąś Panią... też bym sobie to zrobiła, dla mnie jak dla mnie ale bardziej po to, żeby syn nie dostał niczego w spadku po mojej rodzinie. Wczoraj wieczorem znów mąż mówił że musimy się rozwieść... i tak codziennie rano rozwod, w obiad ratujemy, potem przerwa, potem złość i znów rozwód... jestem tak bardzo wyczerpana...
Co do Kukiego... wpatrywałam się w jego zdjęcie, ma poważną minę... Orso na zdjęciach był poważny, ale zamyślony, a Kuki poważny, ale zły. Przypomniało mi się tak dużo i co gorsze, nie były to dobre rzeczy. Kiedyś wspominałam jego uśmiech, dziś patrząc na zdjęcie widzę życie,które stanęło w miejscu... to ile razy był na mnie zły, ile razy mnie pominął, ile razy nie byłam dość ważna.. wiem, byliśmy dzieciakami, ale ja przez te wszystkie lata zrobiłam w głowie obraz jego, jako idealnej, niespełnionej miłości... a to wszytko okazało się kłamstwem.
Jestem beznadziejnie głupia. Szukam wyjaśnień, a po prostu zdradziłam męża i nie umiem z tą winą żyć. Koniec. Nie ma żadnej teorii bliźniaków, przebudzenia, pracy nad sobą, pokochania siebie....
Chyba czuję nie swoją energię... zaczynam pierdolić smutki. Dobra idę ogarniać dom. Będę zapisywać wszytko i co...? czekamy aż się Kuki odezwie, będzie wesoło, bo co jeszcze może się spierdolić. Przecież ja się nie uczę na błędach, a Kroniki mówiły że będę miała gorsze lekcje, jak nie ogarnę tego co się dzieje... i wiecie... NIE OGARNIAM! Więc dawaj wszechświat !!!! A jak Orso to bliźniak - no to kochaniutki trzymaj się, bo jedziemy tym samym wózkiem...
I na prawdę przepraszam, że się pojawiłam w Twoim życiu, jakbym mogła cofnąć czas... uwierz, nawet nie wyszłabym z pokoju... nie pojechała na tą wycieczkę albo wydłubała sobie oczy. Przepraszam Cię z całego serca. I nawet nie mogę Ci tego powiedzieć, że jest mi tak bardzo przykro. Zniszczyłam tyle osób. Ja... która miała być tą dobrą, kierować się sercem i pomagać innym.... okazałam się być potworem. Przepraszam. Przepraszam wszytkich...choć wiem, że nikogo moje przepraszam nic nie obchodzi.