DZIEŃ BARDZO BARDZO DOBRY!
Dzień dobry i wszystkim we wszechświecie PIEKNEGO DNIA !
Muza na dziś - do auta
https://www.bing.com/videos/search?q=witajcie+w+naszej+bajce&view=detail&mid=FF863938D78718F00487FF863938D78718F00487&ru=%2fsearch%3fq%3dwitajcie%2bw%2bnaszej%2bbajce%26cvid%3d500889d223384c50bd55cf1119d573ce%26gs_lcrp%3dEgRlZGdlKgYIABBFGDkyBggAEEUYOTIHCAEQ6wcYQNIBCDM1MzBqMGo0qAIAsAIB%26FORM%3dANAB01%26PC%3dDCTS&mmscn=vwrc&FORM=WRVORC
Życie jest piękne. Świat jest cudowny, a ja jestem zajebista :D
Wczoraj mąż wróciła z pracy, a ja byłam cudowna żoną i wspaniała mamą. Boże, jak się podejmie decyzje w zgodzie ze swoim sercem niesamowite jak wszystko się zmienia. Poranek dziś był cudowny. Zrobiłam przywołanie duszy, oczyszczanie i wahadełko, ćwiczyłam – nie długo, bo przyszedł synek (też wstał wcześnie, ubrała się Mikołajkowo i miał świetny humor), wygłupialiśmy się długo, potem on zrobił dla nas śniadanie, ja wyskoczyłam się uziemiać śpiewając „I can buy myself flowers”. Później wspólne śniadanie i śpiewanie do piosenek Disneya. Na drogę włączyliśmy „Całkiem nowa bajka” (ta w linku powyżej), nałożyliśmy czapki Mikołaja i pojechaliśmy do szkoły i pracy. I uwaga nie spóźniłam się do pracy, mało tego byłam pierwsza.
A mąż wsypuje się coraz bardziej. Zamówił dla mnie wisiorek i kolczyki (piękne, robione na zamówienie, kolczyki pióra, wisiorek z turkusem, runami itp…). Powiedział, że chce, żeby był taki dobrany do mnie, więc powiedział, że chłopak, który to robi obejrzał moje konta, żeby wszystko dobrać i mąż mówi „nubia” prawda? Bo mu się wyświetlało to konto. Potwierdziłam. Och jaka była moja radość… nubia.bluesolu to moje prywatne konto (duchowe nazwijmy to) i nikt z zewnątrz tam nie wejdzie, więc jakim cudem on miał wiedzieć co na nim jest… a poza tym znów było logowanie z jego tel. – wchodził na moje konto insta jak opowiadałam bajkę synkowi na dobranoc.
Podjęcie decyzji… wiem, że to dobra decyzja, moje ciało odpuściło. Jest spokojne, a ja czuję się szczęśliwa. Nawet czuję, że Orso jest szczęśliwy – może nie przez to, ale tak mi krąży w głowie z jakąś dziwną radością.
Ok, nie chciałam o nim pisać, bo ciągle piszę, ale… chyba jednak jest ważny, nawet jeśli był na chwilę.
Co do zdjęć, chciałam koleżance zrobić prezent i przerobiłam zdjęcia naszej trójki na komiksowe… (AI) i niechcący zobaczyłam, że można zrobić animacje i ożywiać zdjęcia. No przecież nie wytrzymałam, tzn. wytrzymałam 1 dzień… więcej nie piszę co robiłam, kto mądry niech się domyśla. Mogę tylko napisać, że każda komórka mojego ciała poczuła go jeszcze raz. A jak „bawiłam się wahadełkiem”, czasem robię, żeby zmieniło zdanie… że może jednak się myli… i nie traktuje tego, że jak powiedziało „tak” to na 100% jest „tak”, po prostu robi mi się miło, ale daję działać GÓRZE, na razie potrzebuje dojść do siebie. Znów być silna i samodzielna, bo chyba szykuje mi się takie życie. Więc, co do wahadełka wypytywałam o męża i Orso, cały czas jest tak samo. Spytałam nawet czy Orso będzie dla mnie dobrym mężem – odpowiedziało „nie”… myślę ok, trzeba rozszerzyć pytanie, więc pytam „Czy Orso będzie dla mnie bardzo dobrym mężem” – odpowiedziało „tak”. I dziwne jest to, bo faktycznie widzę w nim ogromne pokłady miłości i spokoju… tylko chyba jednak nie chcę niszczyć mu życia. Nawet jeśli będę sama, nie będę w stanie się do niego odezwać. Uważam, że to byłby problem. Chyba pisałam o tym, że ja już nie chcę dzieci, a on… może chce. Może chce mieć dużą rodzinę, może młodszą, może ładniejszą, może pannę, może… Może jestem całkiem nie dla niego. Przypomniało mi się jak rozmawiałam z Kronikami i mówiłam o tych 1000 powodach, dla których nie powinniśmy być razem. Kazały mi wymieniać… doszłam do jakiś 10 i stanęłam… zaczęły się śmiać, że tylko na tyle mnie stać.
Ok, nie ma sensu o tym pisać. Za tydzień o tej porze będę już na lotnisku w Wenecji, więc potrzebuję mieć wszystko daleko i głęboko. I może w końcu wezmę się za robotę. A to od rana kawa i ciasto… a już OOoo 11:11 😊
edycja g. 12:55 wpadł do mnie do pracy mąż... Po jego wyjściu Glam mówi, że świetnie odgrywam swoją rolę, a ja na to czy dostane Oskara?! I przy każdym kolejnym telefonie od męża śmieją się i mówią "aktoreczka". I powinno mi być z tym źle, ale jak pomyślę jak on mnie potraktował przez te wszystkie lata i co robi teraz, to... ja nawet nie jestem zła na niego. Widzę, że nasze dusze się na to umówiły i on miał mnie nauczyć tego wszystkiego... może właśnie dlatego, żeby jeśli kiedyś kogoś poznam, żebym umiała stawiać granice, nie pozwalała aby ktoś mnie wykorzystał, manipulował i wpędzał w poczucie winy. Już więcej nie pozwolę, aby ktoś mnie skrzywdził. Dziwię się, bo ja na prawdę jak kocham to jestem oddana i lojalna. Wiem, że nie jestem idealna, ale chyba aż taka zła też nie jestem czy brzydka ? A czuję jakbym nie zasługiwała na normalne traktowanie, nawet nie wyjątkowe... takie normalne. Chciałam tylko żeby ktoś też mi pokazał, że dla tej osoby jestem całym światem. Może i mąż teraz ma chwile kiedy to pokazuje, ale to co pokazuje poza tym... to już nie jest miłość.
Jak sobie przypomnę te wszystkie sytuacje i rzeczy jakie robiłam z milości... nawet to co zrobiłam dla Orso...Tak, to było z miłości, z najpiękniejszej jaką mi Bóg dał na chwilę. Najpiękniejszej, bo pokochałam duszą... i dlatego nie wiem jak zapomnieć. Ale zapomnę, to kwestia czasu. Potem będzie tylko miłym wspomnieniem... jak będę siedziała na tarasie z kawą i patrzyła na zachód słońca... przypomne sobie, że kiedyś była taka chwila, kiedy prawdziwie kochałam.
Wracając do męża - Myślę też o facecie, który mówi o strzelcu, że my udajemy głupich przed osobami, którzy nami manipulują żeby nauczyć sie ich taktyki i zrobić to samo. O tym jak kochamy... O tym czego potrzebujemy. Ja na prawdę w końcu czuję, że jestem sobą, że taka jestem ! Lubię słuchac tych nagrań, to sprawia, że czuje się ważna dla siebie. Zaczynam siebie lepiej rozumieć, zwracać uwagę na to, że po prostu tak mam, a nie że jestem dziwna, np. to że mam dwa tryby funkcjonowania: albo zdobywam świat, bawię się i kocham ludzi, albo zamykam się w ciszy i samotności, bo to też kocham - i to jest normalne... A myślałam, że jestem introwertykiem.
Lecę pracować, a raczej nie pracować tylko napisać pracę dla koleżanki, bo robi kolejny kierunek studiów. A mi się juz nie chce. Ja chcę iść w zupełnie inna stronę. Chciałabym po 20 latach pracy (to już za dwa lata) pójśc na pół etatu i robić to co kocham, albo po prostu robić tylko to co kocham!
edycaj 14;42 Pan mąż był 20 minut temu na moim insta i dodtakowo 6 godzin temu... pewnie się nudzi. Ma teraz świetne zajęcie - sprawdzanie jak żyję i co robię. Czuję jakbym nie mogła nawet myśleć samodzielnie. Ja wiem... cieszę się, uśmiecham i pokazuję, że jest ok, ale w środku mam ogromny strach. Wiedzą tylko Glam i Sporty, nikt z rodziny. Glam pytała jak ja wracam do domu? Jak daje radu udawać? Jakim cudem kładę się koło niego??? Wiem, że On nie jest jakimś potworem, po prostu nie radzi sobie z tym wszystkim, ale ja czuję się jak w trillerach, gdzie wiesz już, że jesteś w jednym domu z mordercą i musisz być czujna i na wszystko uważać. Kurwa! Jaka ja z tego wyjdę poobijana, poraniona... płakać mi sie chce, bo spędzę kolejne miesiące na leczeniu siebie. I jaka mam gwarancję, że będę normalna... Że nie będę się bala, że ktoś znów zrobi mi coś takiego. Boję się. Nie mówię dziewczynom, ale bardzo się boję być z nim. Pewnie jak wyjdę zaraz z pracy to się rozpłaczę, potem zagryzę zęby przed domem, uśmiechnę się i wejdę jakbym była najszczęśliwsza na świecie. Bycie kobietą jest bardziej niż trudne.
Piszę, bo pewnie przez dwa dni nic nie napiszę. Jutro jadę na pazurki i jak się uda kupię choinkę do pracy - dziewczyny mi dały wolną rękę - wielkość, bombki, kolory, światełka - fajnie, będę w swoim żywiole. Ach. Próbuje się zająć czymś innym ale za parę minut wychodzę, mąż w domu, a mnie już ściska. Czuję jak serce mi wali. Boję się. Widzę jego spojrzenie, jego głos... jego teksty, które niby normalne, ale mówione są tak, żeby wbić mi szpilkę. Dwa dni temu powiedział do mnie, że wyhodował diabła... gdy powiedziałam, że się go boję, powiedział, że to on się mnie boi... matko! kim ja jestem? potworem? Czuje jak umieram.Znów się chowam w sobie. Znów jest mi źle. Oby tylko do wyjazdu Orso nic nie wysyłał do niego... musze wrócić cała, musze wiedzieć, że synkowi nic nie będzie, że jak wróce, to nie zniknie z dzieckiem. Boże czy ja wpadłam w paranoję, czy na prawdę wierzę w to, że mógłby to zrobić? Nie ufam mu nawet w 1%... Zastanawiam się jakim cudem ja to przeszłam. Lepiej byłoby jakby bił, to byłby tylko raz - drugi raz by sie nie powtórzył, bo bym odeszła , a jak udowadniać przemoc psychiczną. Przecież ja mu wprost mówiła, że mnie okłamał z bankiem, z wypowiedzeniem... on na miejscu wymyślał odpowiedzi, które też były kłamstwem- on serio w to wierzy? Dobra... nie mogę się nakrecać. Bedzie dobrze. Jestem dzielna! Nigdy się nie poddawałam i się nie poddam. GÓRA we mnie wierzy. Wie, że jestem zajebista i kropka! "jasne malutka" :D Ooo są moi z Góry, to co może dwa słowa dla mnie jakiegoś wsparcia
- Dla Ciebie zawsze kochanie. Czy jesteś zajebista? jesteś! Czy wciagniesz go jedna dziurką ? Wciagniesz, zmielisz i wyplujesz!
- A wy innych tekstów nie znacie?? Jakieś normalniejsze, dla kobiety?
- Ty nie jestes kobietą... Jesteś Boginią i takich jak on zjadasz na śniadanie i to nawet nie jako śniadanie tylko przekąskę.
- Czuję, że to Miron ma taką piękną mowę...
- Jasne Boska! Nie wątp w siebie. Milion razy nas podnosiłaś... Ja nawet przez sekunde nie wątpie w Ciebie!
- Dzięki. Musze iść, koniec pracy.
- Głowa do góry. Cycki do przodu. Uśmiech i Dajesz maleńko czadu! Kochanie... jesteś cudowna, serio. Jesteś boska. Masz tą iskrę, której on nie jest w stani zgasić.
- Kocham was pa.
- I powiedz komuś jeszcze kocham.
- Kocham Cię Orso.