Dziś trochę "mądrości". Jeśli ma to pomóc w napisaniu czegoś dobrego, to warto, żebym miała jak nawięcej ciekawych informacji.
Limeracaja czy bliźniaczy płomień ? (źródło Emily/ Welless and Oneness)
"Jeśli zadajesz te pytania to prawdopodobnie nie masz urojeń. Ponieważ prawdziwi ludzie z urojeniami nawet się nie zastanawiają czy są czy nie. pójdźmy o krok dalej i przeanalizujmy czym jest limeracja a czym obsesja na punkcjie bliźniaczego płomienia. Regularna obsesja tak na prawde nigdze cię nie zaprowadzi, niczego nie uczy. Obsesja na punkcie bliźniaczych płomieni to wspaniała lekcja od wszechświata w swojej podroży duszy. A kiedy masz obsesję na punkcie swojego bliźniaczego płomienia, w rzeczywistości alchemizujesz też całe swoje życie. To katalizator zmian, przekroczenie wielu aspektów swojego życia. Być może rozważasz przeprowadzkę, zmienić swoją karierę, wyjść z małżeństwa. Prawdopodobnie myślisz o tym, jaki jest cel twojego życia? Dlaczego tu jestem? Co ja robię ze swoim czasem tutaj? To wszystko są niezwykle ważne pytania duchowe. A jeśli tówj bliźniaczy płomień sprawił, że zadałeś te pytania dotyczące istnienia lub zmiany swojego życia to dar od wszechświata. Jesteś jednym z najszczęsliwszysch ludzi na świecie".
- Osobiście, tak nie uważam - jestem w bardzo złej sytuacji i narazie nic dobrego nie widzę ze spotkania.
Widzę za dużo, np. mam lub miałam związek z mężem raczej karmiczny, który dużo mnie uczył, doświadczał, ale był w wielu aspektach dobry. Ostatnie pół roku to była kumulacja potwornego bólu i cierpienia. Wiem, że mąż przez ten czas szukał odpowiedzi i pomocy- tak jak ja, ale szło to w złą stronę, teraz wygląda jakby powoli zaczynało się coś zmieniać. I jedna część mnie ma nadzieję i chce to naprawiać, z wiarą, że mogę być szczęśliwa z mężem, że to co się wypaliło rozpali się na nowo. Jeśli faktycznie uwolni te emocje i będzie w stanie kochać... jeśli ja będę w stanie kochać... to wygląda jakby to mogło się udać. Z tym, że to znów czekanie i sprawdzanie czy to jest na stałe czy tylko na chwilę.
I moja druga strona, jeszcze bardziej okrutna. To ta część, która poznała bliźniaka (nie obchodzi mnie czy Orso czuje czy nie czuje tego samego, ale nie jestem w stanie w żaden z możliwych sposobów wytłumaczyć tego co się ze mną działo, od momentu poznania go do teraz). I co mnie boli...? Boli mnie wizja tego, że z nim też mogłabym być szczęśliwa. Wiem, że to nie byłaby miłość jak z bajki, widziałabym jego wady... a może swoje, jak w lustrze, tak jak było z mężem, ale i tak wierzyłabym, że ma coś więcej, że te złe rzeczy to traumy i obciążenia rodowe lub z dzieciństwa i pytanie... czy jestem na tyle silna, by znów wziąć kogoś, przy kim będę trwać z nadzieją, że w końcu stanie się idealny (ale idealny dla mnie ze swoimi wadami, które przy miłości jaką się daje po prostu znikają). Mąż przeszedł to, ale ja się wypaliłam i nie wiem czy mam w sobie jeszcze jakąkolwiek miłość... do kogokolwiek. Nie myślałam, że można do czegoś takiego doprowadzić...
Wiem, że jeśli odzyskam siebie to czy to będzie mąż czy Orso... będą ze mną szczęśliwi - nie mam wątpliwości, o ile tą miłość którą mam szczerze im ofiaruję. Mąż wie, że potrafię kochać i w jaki sposób - do niego też jeździłam walczyć o miłość (nie powinno się walczyć, nie lubię tego słowa)...tzn. nie wiem jak mąż, ale ja wiem jakie durnoty robiłam z miłości, a chyba największą był lot do Orso- Jezu, trzeba być całkiem popierdolonym żeby to zrobić. Ale tak, wtedy to była obsesja, której nie umiałam i do tej pory nie umiem wytłumaczyć. Mąż się dziwił, że z tamtym robiłam coś czego nie robiłam z nim... co mam powiedzieć...? nie umiem tego wyjaśnić. Nawet nie wiem czy wtedy byłam sobą... czy to była prawdziwa wersja mnie czy dostosowana do chwili... serio... nie wiem... ale to było i nie wiem co by było dziś. Dziś to ja bym czekała na to, co mężczyzna może zrobić dla mnie... wiem, że za bardzo się poświęcałam i dla jednego i dla drugiego.
Na chwilę obecną czuję się jak waga, na której z jednej stony jest mąż a z drugiej Orso - waga stoi nieruchomo, nie przechyla się na żadną stronę. Co dziwne, nie wiem dlaczego w ogóle biorę Orso pod uwagę, przecież On może wcale nawet nie myśli w ten sposob i wcale mnie nie chce... Tak, chciałabym w to wierzyć, jednak w środku czuję coś całkiem innego - dlaczego ja to czuję? Wiem, że mój mąż przechodzi męczarnie, biorąc pod uwagę z czym się mierzy i jakie emocje uwalnia, a jeszcze strach przed utratą tego, na co pracował 12 lat... ja to doskonale rozumiem i czuję ten ból... Dlatego jestem zamrożona. Dlatego nie umiem podjąć decyzji. Dlatego ból, pustka, zmęczenie - dlatego wszystko się ze mnie wylewa, bo nie mam gdzie tego trzymać. Coś okropnego, co sprawia, że zamykam się w sobie i nie ma mnie dla nikogo - mam miłość tylko dla syna, a mężczyźni - mąż i Orso... wszystko co do nich czuję zamroziłam. nie oznacza to, że nie mam serca, oznacza to tylko tyle, że mój organizm po prostu stanął. I chciałabym zająć sie tylko sobą. chciałabym wrócić do żywych. Chcę chodzić boso po lesie, mrozić nogi na oszronionej trawie, tańczyć przy sprzątaniu, planować kolejną podróż z radością i ekscytacją, nauczyć się najtrudniejszych asan i być świetna w jodze, malować z lekkością, pisać z pasją i kochać siebie i życie... i w końcu pracować w pracy!
Na koniec coś jeszcze o bliźniakach - bedę do tego wracać, żeby całkiem nie wariować
Podróż (źródło: tennmissark)
"Pamiętaj ta podróż nie jest dla ciebie zbyt duża. Wybrałeś to, zanim jeszcze wcieliłeś się na tej ziemi. Wybrałeś tę podróż. Wybrałeś to, ponieważ to część umowy, którą zamierzałeś wypełnić w swoim czasie na ziemi. Miało to zniweczyc iluzję dualizmu. To była Twoja misja. I kiedy to było napisane, zespół, który wspierał cię w tym wysiłku, powiedział : ok, ale żeby to zrobić, będziesz musiał zejść jako dwa ciała. I będziesz musiał przełamać iluzję, że jesteście oddzieleni, aby zrozumieć, że nie jesteś oddzielony od niczego ani nikogo. I powiedziałeś: ok, nie ma problemu, moge to zrobić. A oni powiedzieli: dobrze, to będzie trudne. Będziesz musiał wiele przejść, żeby dojść do tego punktu. A ty powieziałeś: że jesteś na to gotowy. Mogę to zrobić. I zapomniałeś, że się na to zapisałeś. I to jest tego część. Nie powinieneś tego wiedzieć, ale powinienes to zapamiętać. A sposobem na to jest podróż pamiętania. Dlaczego tu zszedłeś?. A więc miałeś zaplanowane spotkanie ze swoim odpowiednikiem. Dokładnie kiedy to zrobiłeś, zacząłeś wypełniać tę umowę, że zaczniesz przełamywac iluzję, że ta osoba jest od ciebie oddzielona. ale co więcej, że wszystko jest od ciebie oddzielone. Uczysz się, kiedy przełamujesz iluzję, że Twój bliźniak jest oddzielony od ciebie. Niszczysz większą iluzje. Że wszystko jest dla ciebie oddzielone. I że to jest jedność. Ponieważ jedność z twoim bliźniakiem jest jednością ze wszystkim, jest jednością z boskością i to jest większa podróż., w której jesteś. Ale to ta sama podroż. I jak każda podróż, to nie jest tylko ładen słowo, które nazywamy. Ma etapy i fazy. pod tym względem jest archetypowa. I przejdziesz przez przemiany, ale bedziesz mieć pomoc przez cały czas, właściwi ludzie przychodzą aby ci pomóc, gdy potrzebujesz pomocy. Uczysz się chodzić tą scieżką sam, aby uświadomic sobie, że nie jesteś sam. Że masz tak duże wsparcie. I zaczynasz postrzegać wszystko jako boskie uporządkowanie. Wszysto jest zaplanowane, a spotkanie z twoim odpowiednikiem było zaplanowane, więc możesz rozpocząć tą podróż. I spotkanie każdego, kto w tym momencie pojawi się w twoim życiu jest również zaplanowane. Spotykasz ich dokładnie wtedy, kiedy miałeś ich spotkać. Kiedy zaczynasz ufać prawdzie, zaczynasz odpuszczać kontrolę, że możesz to kontrolować, że miałeś wpływ na to, kiedy się poznaliście i jak się poznaliście, bo nie wiedziałeś, że to się stanie. Więc nie możesz teraz próbować tego kontrolować. To nie ma sensu. Twoje zjazdy są już zaplanowane.Będziesz się teraz poruszać zgodnie z boskim Czasem, nie wedługo twojego czasu lub jak chcesz, aby wszystko się ulożyło, aby coś sie wydarzyło. Ponieważ zgodnie z tą nadrzędną umową, jest wiele umów podwykonawczych, które są specyficzne dla Ciebie. I twoja misja... dlaczego tu jesteś... Cel twojej duszy... i każda osoba na tej ścieżce będzie ci pomagała to ukończyć, aby w jakiś sposób to spełnić. I to jest absolutnie piękna rzecz... Więc puść czas, kiedy to musi się wydarzyć. Puść, kiedy wrócą, jak wracją i wiedz, że ty kiedy już wyruszysz w tą podróż, spotykasz się z przypomnieniem dlaczego tu przyszedłeś. Aby zrozumieć, jak właściwie wygląda jedność. bo to nie tylko z tą drugą osobą . To zrozumienie, że jesteś w pełni sobą. Jednocześnie , że jesteś w pełni inny, w pełni sobą. Obejmuje to twój odpowiednik, ale obejmuje każdą dusze, jaką spotkałeś. I to już wiedziałeś, ale zapomniałeś, a teraz jesteś na ścieżce pamiętania. Więc możesz ugruntować tą świadomość, aby pomóc całej planecie przejść przez to masowe przebudzenie. Ta masowa zmiana na wyższe poziomy świadomości , abyśmy mogli zacząć żyć świadomie. Podejmować świadome decyzje, myśląc o tym, jak nasze działania wpływaja na siebie nawzajem, jak dbamy o siebie, a nasze środowisko wpływa na wszystko... I jak ten system nie jest od nas oddzielony. On nas podtrzymuje i wspiera, tak jak my jego podtrzymujemy i wspieramy. I przechodzimy przez tą zmianę, a im szerzej rozumiemy to i wychodzimy poza umysł i ego… i owszem pracujesz przez ból, ale trzymasz w sercu wyższy cel, bo to właśnie wybrałeś i dlatego tu jesteś. A to zakotwiczenie w wyższym celu pomaga ci wyraźnie widzieć te wszystkie rzeczy które cię frustrują i sprawiają ból, których nie rozumiesz dlaczego tam są teraz. Dlaczego tak się dzieje? Zobacz to wszytko jako boskie uporządkowanie. Zobacz każdą napotkaną osobę, jako wspomaganie rozwoju twojej duszy, więc możesz wypełnić ten kontrakt i zacząć żyć z poziomu myślenia o jedności, bo tam właśnie zmierzasz. I możesz się temu poddać coraz bardziej i będzie i będzie".
edycja 21:36
leżę w łóżku... cisza i samotność, czuję się dobrze... jutro obudzę się jak "kevin sam w domu" Boję się przyszłości, bo każda droga może okazać się zła.
to co??? Kroniki??? Zastanawia mnie dlaczego nie prowadzą mnie w tą drogę- rozwoju. One coś musiały pochrzanić!
... była rozmowa ale nie zapisałam bo dużo gadali, ostatnie zdanie
- ...podniesiecie wibracje ziemi, szczęście to efekt uboczny.
-dobra ja już o tym nie chce słuchać
- nie musisz, przecież wiesz
- nie wiem... a poza tym to ja kieruje swoim życiem
-dokładnie, dokładnie tak 🤣🤣🤣 dlatego będziesz szła wyznaczoną drogą nawet nie zdając sobie z tego sprawy, bo... Ty kierujesz swoim życiem, ty wybrałaś drogę... Ty... nikt inny
- ok, co powinnam robić. W sensie wiecie o co chodzi. Chodzi o mój rozwój. Która droga, ścieżka, dróżka jest moja? Jest dla mnie?
- skup się... idziesz dobrze...
-nie, konkrety, tak czarno na białym. Miron bez twoich komentarzy z powagą
- odrazu z powagą...
- nawet tego nie pisze co mówicie
- chciałaś konkrety...
- konkret to jest: "polną ścieżka idzie idzie..."
- nie dokończyłem
-ok, dokończ
- ... zagrożenie...
-zagrożenie? Miało być o rozwoju
- spokojnie... nie bój się
- no po takich atakach chyba mam się czego bać
- spokojnie, zawsze ktoś jest, nic ci się nie stanie
-jakie zagrożenie?
- Twojej stabilności
-przecież nie doszłam do siebie...
- ...
- Miron, kurde ! Bez takich skojarzeń ja na prawdę chcę poważnie pogadać. Ja wiem że ci wesoło i chcesz... o ja cię 🤣🤣 ty mnie serio rozśmieszyłeś... ja się uśmiecham 😁
- czujesz to prawda?
- tak, dobrze mi. Uśmiecham się i nie mogę przestać to wychodzi ze mnie... dziwne uczucie, dawno tak nie miała, zawsze ktoś mnie rozśmieszał albo sytuacja
- rozumiesz...
- tak
- wszytko czego potrzebujesz masz w sobie. Nie musisz szukać kursów albo osób które wskażą ci drogę. Ty będziesz wiedziała kiedy i gdzie skręcić. Nie skaczesz z kwiatka na kwiatek, wszytko robisz delikatnie i subtelnie, w swoim czasie... boskim czasie. Spróbuj pobyć ze sobą w ciszy. Spróbuj znów się zachwycić niebem, pogodą, żukiem, czymkolwiek. Ty się tak pięknie zachwycasz. Pamiętasz zachód słońca nad Weroną w samolocie... wzruszyłaś się jak małe dziecko, albo jak ci motyl usiadł na bluzce gdy czekałaś na odpowiedź, a kometa??? Ptaki, łosie i ten lisek z niedzieli. Masz w sobie jeszcze tyle miłości, a wmawiasz sobie, że jesteś pusta. Ty kochasz i nie przestaniesz i nie ma znaczenia czy kochasz męża czy Orso.. miłość nie ma limitu, szkoda że wy na ziemi tego nie rozumiecie.... że można, a nawet trzeba kochać ludzi nie jedną osobę.
- Ale tu chodzi o związek i małżeństwo.
- no tak, macie jakieś papierki... ale masz prawo kochać Orso i się tego nie bać, masz prawo kochać Kukiego, i swoich innych ex to nie znaczy że zdradzasz
-oooo cienki temat, tu tak to nie działa, za takie myślenie dostaje się orzekanie o winie przy rozwodzie, a psychologowie nazywają to zdradą emocjonalną
- macie kiepskich psychologów... nie odróżniają seksu od miłości
- to skomplikowane i tak mi tego nie wyjaśnisz
- a chciałabyś ??
- nooo, najlepiej porównaniami bo je uwielbiam. Wymyśl coś.
-co porównać?
-daj coś o miłości. Dlaczego miłość na odległość nie przetrwa?
- i tu się mylisz. Jeśli kochasz- odległość, czas nie ma znaczenia.
- ale związki na odległość się rozpadają
-związek się rozpada, a nie kończy miłość. Miłość to energia, która sama się napędza. Nie da się tak po prostu jej wyłączyć, jak raz się odpaliła to się nie wyczerpie.
- chyba się nie zgodzę... a co jeśli ktoś cię zrani?
- nie kończ, zresztą już usłyszałaś moją odpowiedź ale zapiszę... Jeśli ktoś cię rani budujesz mur, nie przestajesz kochać tej osoby. Nawet jak nienawidzisz i gardzisz, to miłość się nie rozpuściła. Przypomnij sobie chłopaków o których mówiłaś że się zakochałaś, tak to była miłość nie ma czegoś takiego jak prawdziwa lub nie... albo kochasz kogoś albo nie. A jeśli pokochałaś to nawet gdyby osoba cię zraniła i jej nienawidzisz, to pod spodem jest miłość, nie stricte do niej, ale o niej... kochasz bo nauczyła cię granic, bo dała lekcje, bo była... poza tym dusza nie umie niekochać, ok, są te czarne itp ale mówie normalne przypadki jak twój, nie chce się zagłębiać. A teraz porównanie- miał być Feniks ale poczekaj znajdę coś lepszego... to było o związkach na odległość, dlaczego nawet jak nie jesteś z kimś to kochasz i ta miłość nie ustaje...
- miłość jest jak kalafior
-serio???
- nie chciałaś głupiego porownania?
- ale to na odległość ma być, co ma do tego kalafior??? tego się nie da połączyć.
- kalafior ma róże... te malutkie wszytkie są osadzone na głównym pniu, nadążasz?
-tak
- ok, większość nich się ze sobą nie styka, raczej tylko te sąsiednie... wyobraź sobie, że ten trzon to miłość. On daje energię, zasila, pomaga wzrastać i rozwijać się. Nadążasz cały czas???
- no nadążam, nie jestem głupia
-🤣🤣🤣 a myślałem, bo trzeba ci niektóre kwestie tłumaczyć po sto razy🤣🤣
- bardzo śmieszne, kontynuuj.
- ok, krótka piłka . Róże które się nie widzą żyją z miłości, dopiero oddzielenie od źródła sprawia że gnije, ale póki "kocha" to nawet fakt że nie widzi swojej drugiej części po drugiej stronie nie sprawia, że przestaje rosnąć. Nie wiem czy to nie skomplikowane dla ciebie.
- chyba rozumiem. Odległość i brak kontaktu nie sprawiaj że jest to powód że przestaje się kochać... czyli rosnąć. Ale mówiłeś coś o gniciu. Czy to nie jest jako oddzielenie i brak kontaktu?
- nie, to jest oddzielenie od źródła, wiesz czym jest źródło. Chodzi o samą esencję miłości. Póki ją masz w sobie zawsze będziesz kochać, ale są przypadki beznadziejne (22:22) o nich nie będę mówić, bo zazwyczaj nie dotyczą "normalnych" ludzi. Więc tak możesz kochać Orso i to nie jest złe...
- jest, dla męża jest i będzie
- to kochaj z poziomu duszy nie ziemi.
- a to nie jest kłamstwo ? Mam mówić że go nie kocham ale moja dusza będzie do niego lazła jak pojebana.
- Heh, ciężko tłumaczyć rzeczy duchowe kiedy jest się na ziemi. Nie wiem... rób co chcesz. Ogólnie jesteś wolna i możesz też nadal kochać Rayana Goslinga 🤣
- bardzo śmieszne
- grunt że działa, uwielbiam jak się uśmiechasz, ostatnio robisz to tak rzadko
- bo mi o Rayanie nie przypomniałeś :)
- wiesz... dasz radę... masz cholernie dużo siły, Twoja dusza lubi się uczyć lubi doświadczać... przed tobą nawet nie wiesz ile jeszcze wspaniałości.
- możesz położyć mi rękę na głowie
....
- i jak ?
- nie wiem co robiłeś ale przyjemnie mi, choć teraz trochę czuję...
- zaraz przejdzie. (22:33)
- czy ja zwariowałam ?
- nie, po prostu mamy dobry kontakt ze sobą, wiem że czujesz, że nie jedno razem przeżyliśmy - chyba tak... masz moje poczucie humoru i z Tobą jakoś tak mi się dobrze rozmawia, przypomniałam sobie głowę łosia
- 😏 hej to było dobre
- nooo, extra, to musi być w książce. A jakby nakręcili film... tak wyraźnie widzę tą scenę, sikam po nogach na myśl jak się stroisz🤣🤣🤣 a potem słychać tekst że jesteś pojebany i jak mogłeś mnie tak wystraszyć ! I co... jeśli ktoś się dowie o nas... przecież jestem wariatką?
- nie zdasz testu na wariata
-jakiego testu? Co to?
- jest taki test
- kombinujesz znów... i znów nie wiesz co masz wymyślać durnego
- nie, serio to poważny test.
- dawaj jak mnie rozśmieszysz to będę z wami gadać i może trochę bardziej będę ufać
- test na wariata, uwaga... jeśli otworzysz lodówkę i nie wsadzisz palca jest ok, jeśli otworzysz zamrażarkę i nie wsadzisz palca jest ok, ale jeśli otworzysz i lodówkę i zamrażarkę i zobaczysz co napakowałaś do środka z nadzieją że komuś się to przyda to tak - wtedy jesteś wariatką!
- to nie jest śmieszne w ogóle.
- ha ha żebyś widziała swoją minę jak stałaś przed lodówką to byś wiedziała, że to jest śmieszne 🤣
- nie, sory to był żart typu "obora" mało śmieszny. Nie ruszył mnie.
- Ok, ale serio jak chcesz to zrozumieć to otwórz lodówkę i zamrażarkę razem
- nie będę wstawać
- jutro zrozumiesz, że trzeba być zdrowo popierdolonym żeby robić zapasy kiedy się nic nie je !!!!
-Aaaaaaaa, no fakt... tępa jestem jednak. Dobra idę spać.
- to co na dobranoc... napisz...
- nie
-napisz...
- nieeee
- to nie chodzi o uczucia tylko o to żebyś wróciła do siebie. Pisałaś że masz w sobie pustkę, nie masz... napisz co czujesz.
- kocham... kocham was, kocham synka, kocham męża i Orso też kocham, choć nie powinnam
- kochaj duszą jeśli masz wyrzuty sumienia, on i tak to czuje, a takich rzeczy nie da się wymazać gumką... przykro mi maleńka... ale kochaj... dobrze... po prostu kochaj, bo chodzi o miłość a niedługo zrozumiesz. I wstawaj za każdym razem jak upadniesz , to tylko obdarte kolana... poza tym śmierci nie ma, chyba że ego 😏😘 śpij dobrze.
- dzięki, długo dziś wyszło
- ale dziś tego potrzebowałaś, wyglądasz lepiej. Wyśpij się. Kochamy cię
- ja was też
-i...
- i będę tęskniła
- wiesz że nie to
- wiem... i kocham tych których powinnam i mogę. To trudne
- nie dla ciebie 😘
- 😘